Miesięczne archiwum: Styczeń 2015

Zrzeszaj się kto może!


|

W Polsce narzeka się wciąż na niski poziom społeczeństwa obywatelskiego. Ludzie nie ufają sobie nawzajem, niechętnie angażują się w inicjatywy społeczne, los lokalnej społeczności jest im w dużej mierze obojętny. Próbą zmiany takiego stanu rzeczy będzie nowelizacja ustawy o stowarzyszeniach. Drugiego dnia obrad 84. posiedzenia Sejmu (14 stycznia) odbyło się pierwsze czytanie prezydenckiego projektu zmian.

W grudniu 2014 roku Bronisław Komorowski podpisał i skierował do Sejmu projekt nowelizacji ustawy – Prawo o stowarzyszeniach. To pierwsze tak poważne zmiany w akcie prawnym, który jest jednym z fundamentów polskiego trzeciego sektora. Dziwić może, że tak ważna dla NGO ustawa przez przeszło 25 lat wolnej Polski opierała się na projekcie przygotowanym przez ekspertów reprezentujących tylko dwa podmioty – Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą oraz Radę Główną Konfederacji Episkopatu Polski! Od 1989 roku realia społeczne bardzo się zmieniły, przystąpienie Polski do Unii Europejskiej oznaczało dla trzeciego sektora dostęp do nowych środków i możliwości rozwoju, zmianom uległy cele i sposoby działania stowarzyszeń i fundacji. I tylko przepisy, które regulują wolność zrzeszania się, trwały przez ten czas bez zmian jakby zacementowane.

Potrzeba zmian w tym zakresie była postulowana od dawna. Niektóre normy ustawowe były już nieadekwatne z uchwaloną w 1997 roku Konstytucją, której art. 58 gwarantuje wolność zrzeszania się. Nastąpiła zmiana perspektywy – prawo o stowarzyszeniach powinno regulować prawo człowieka do zrzeszania się, a nie jak zakładano podczas jej uchwalania, jedynie prawo obywatela. Co za tym idzie, warunki zakładania i prowadzenia stowarzyszeń należy możliwie zliberalizować, usunąć niepotrzebne ograniczenia. Dyskusja nad założeniami obecnego projektu rozpoczęła się jeszcze w 2011 roku. Nie do końca zrozumiałe wydają się pojawiające się teraz krytyczne komentarze, z których najostrzejsze przesadnie ostrzegają nawet przed zamachem na wolność zrzeszania się. Było dużo czasu, by zainteresować się proponowanymi zmianami i wcześniej reagować.

Tylko co się w zasadzie zmienia? Wśród najistotniejszych zmian należy wymienić modyfikację zasad powoływania stowarzyszeń rejestrowych. W obecnym stanie prawnym zarejestrowanie stowarzyszenia z osobowością prawną wymaga zebrania co najmniej 15 założycieli. Projektowane zmiany zmniejszą ten limit do 7 osób. To krok w dobrą stronę, podobny wymóg występuje w większości państw zachodnich (np. w Niemczech także jest to 7 osób, z obecnym wymogiem jesteśmy bliżej Grecji – 20 osób). Dotychczasowa praktyka wykazuje, że zebranie 15 osób, w sytuacji konieczności szybkiej reakcji na jakieś zjawisko społeczne, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, nie zawsze jest takie łatwe. Wymóg ten jest tym bardziej problematyczny, że dalsze zaangażowanie założycieli  w prace stowarzyszenia nie jest w praktyce wymagane. Często dochodzi do sytuacji, w których większość twórców nowej organizacji podpisuje się na liście założycielskiej i… na tym kończy realną działalność w ramach stowarzyszenia. Zbyt wysoki limit rodzi konieczność sztucznego zbierania większej ilości osób, tylko po to, by kilka z nich mogło faktycznie podjąć jakąś działalność. Zdarzają się też próby obejścia tego warunku poprzez zakładanie organizacji w formie fundacji, które pomimo takiej formy prawnej de facto działają jak stowarzyszenia.

Obecna ustawa przewiduje także możliwość tworzenia stowarzyszeń zwykłych, które pozbawione są osobowości prawnej. Organizację w tej formie mogą stworzyć już 3 osoby. Z założenia powinna być to podstawowa forma zrzeszania się obywateli. 25 lat praktyki wykazało jednak, że stowarzyszenia zwykłe odgrywają w życiu publicznym znikomą rolę. Fakt pozbawienia tej formy organizacyjnej osobowości prawnej spowodował, że mało kto widzi sensowność takiego rozwiązania. Nowa ustawa przyznaje stowarzyszeniom zwykłym zdolność prawną zgodnie z art. 33¹ par. 1 Kodeksu cywilnego. Dzięki temu stowarzyszenia takie będą mogły pozyskiwać środki na działalność ze składek członkowskich (do tej pory jedynego dostępnego źródła), darowizn, spadków, zapisów, z gospodarowania własnym majątkiem lub z organizacji zbiórek publicznych. Zabronione będzie natomiast prowadzenie własnej działalności gospodarczej czy zrzeszanie osób prawnych.

Kolejna ważna zmiana dotyczy nadzoru nad stowarzyszeniami. Po pierwsze, organ nadzoru zostanie wyłączony z postępowania rejestrowego. Zgodnie z obecnymi przepisami, starosta lub wojewoda ma prawo w terminie 14 dni zgłosić uwagi w sprawie każdego wniosku o rejestrację. Prowadzi to do niepotrzebnego wydłużenia całej procedury, czasem wręcz do celowego blokowania obywatelskiej inicjatywy przez nieprzychylne jej władze. Zgodnie z nową regulacją, wniosek o wpis do KRS ma być rozpatrzony nie później niż w terminie 7 dni. Obok zmniejszenia liczby założycieli, to kolejna liberalizacja procesu tworzenia stowarzyszenia, która idąc śladem ułatwień w zakładaniu np. własnej firmy, ma usunąć zbędne bariery dla aktywnych obywateli. Organ nadzoru zachowuje uprawnienie żądania dostarczenia przez zarząd stowarzyszenia odpisów uchwał walnego zebrania członków oraz żądania złożenia wyjaśnień, ale znowelizowane przepisy nałożą na niego obowiązek uzasadnienia takich kroków. Ma to zapobiec „nękaniu” stowarzyszeń przez nadgorliwe władze.

Projekt nowelizacji przesądza ostatecznie o możliwości zatrudniania przez stowarzyszenia własnych członków, w tym członków władz, jako pracowników. Do tej pory taka możliwość nie była nigdzie wyraźnie zapisana, ale zakazu też nie było. Praktyka ta jest więc dość powszechnie stosowana. Tezy o tym, że wspomniana regulacja to narzędzie cichego zamienienia stowarzyszeń, a więc organizacji o celach społecznych, w maszynki do zarabiania, nie wydaje się więc trafna. Nadmierna komercjalizacja działalności organizacji pozarządowych i praktykowany przez część z nich biznesowy, a nie społeczny model myślenia to inny problem, wymagający oddzielnej analizy. Zaznaczyć przy tym należy, że sam fakt możliwości prowadzenia przez stowarzyszenia działalności gospodarczej i zatrudniania własnych członków jest pozytywnym zjawiskiem – umożliwia efektywne pozyskiwanie środków na cele statutowe i profesjonalizację działalności. Ważne jest tylko, by w tym wszystkim nie zapomnieć o misyjności stowarzyszeń. Już dziś nierzadko występujące wysokie pensje prezesów i członków zarządu, zwłaszcza w zestawieniu z wolontariacką pracą innych, mogą budzić poważne wątpliwości i wywoływać kontrowersje.

Zmianie ulegają też inne przepisy, dotyczące m.in. reprezentacji przed organami władzy publicznej, tworzenia rejonowych jednostek organizacyjnych, uchylania uchwał walnego zgromadzenia czy przekształcania stowarzyszeń w inne formy prawne. Z projektem nowelizacji możemy się zapoznać m.in. pod linkiem: http://www.prezydent.pl/prawo/ustawy/zgloszone/art,26,potrzeba-usuniecia-barier-rozwoju-stowarzyszen.html

Trzeci sektor od dawna czeka na nowelizację ustawy o stowarzyszeniach. Najwyższy więc czas, by unowocześnić i dostosować do obecnych realiów tak ważny akt, który jest jeszcze bezpośrednim rezultatem prac przy Okrągłym Stole. Liberalizacja przepisów i nowe ułatwienia to krok w dobrą stronę. Wadą nowelizacji jest jednak to, że za ułatwieniami związanymi z samym zakładaniem stowarzyszenia nie idą w parze uproszczenia w obszarze samej działalności, wynikające często z innych ustaw np. związane z wymogiem prowadzenia księgowości.

Sama zmiana dokonana w prawie o stowarzyszeniach cudów nie zdziała, stan trzeciego sektora zapewne szybko się nie zmieni. Usprawnieni kwestii związanych z inicjacją działalności może spowodować zwiększenie liczby rejestrowanych podmiotów, ale nie gwarantuje, że nie będą to stowarzyszenia widniejące tylko na papierze. Pozostaje mieć nadzieję, że nowe prawo przyśpieszy proces tworzenia się w Polsce społeczeństwa obywatelskiego i będzie impulsem zachęcającym do wielu nowych inicjatyw. Pamiętajmy jednak, że rozwój rodzimych organizacji pozarządowych, poza zmianą prawa, wymaga przede wszystkim zmiany mentalności i nastawienia samych obywateli.

Prawo sięgnie gwiazd?


|

W 2015 r. Polska prawdopodobnie dołączy do grona państw posiadających własne ustawodawstwo w obszarze sektora kosmicznego. Minister Gospodarki pracuje nad ustawą kompleksowo regulującą zasady wynoszenia na orbitę okołoziemską rodzimych obiektów kosmicznych oraz odpowiedzialnością Skarbu Państwa za szkody powstałe w związku z podbojem kosmosu.

Potrzeba regulacji w obszarze niezwiązanym z codziennymi, przyziemnymi problemami obywateli nie wzięła się z kosmosu. Choć Mierzeja Helska raczej nie przypomina słynnego Przylądka Canaveral, a od lotu Mirosława Hermaszewskiego minęło już sporo czasu, to przez ostatnie dwadzieścia lat Polska wykształciła własny sektor kosmiczny! Tworzy go powołana we wrześniu 2014 r. Polska Agencja Kosmiczna, około 50 jednostek badawczych oraz blisko 60 małych, średnich i dużych przedsiębiorców. Doliczyć do tego można także liczne firmy specjalizujące się w obszarze lotnictwa, technologii informacyjnych i telekomunikacji, które posiadają potencjał wsparcia produktów i usług satelitarnych. Odkąd nasz kraj przystąpił do Europejskiej Agencji Kosmicznej, rodzime podmioty coraz bardziej angażują się w międzynarodowe projekty związane z badaniem pozaziemskiej przestrzeni. Polski ustawodawca, będąc zobowiązany umowami międzynarodowymi, postanowił uregulować najważniejsze kwestie związane dalszym rozwojem polskiej myśli kosmicznej.

Podbój kosmosu zacznie się od załatwienia wszystkich formalności na Ziemi. Każdy polski obiekt kosmiczny będzie musiał zostać wpisany do specjalnie powołanego w tym celu Krajowego Rejestru Obiektów Kosmicznych. Wniosek o wpis będzie więc pierwszym krokiem ku gwiazdom. Następnie, po spełnieniu szeregu warunków i uzyskaniu zgody w formie decyzji administracyjnej, będzie można rozpocząć odliczanie i z dumą wystrzelić taki obiekt w polskie niebo.

Na tym jednak nie kończą się problemy prawne związane z eksploracją wszechświata. Co bowiem zrobić w sytuacji, gdy polski satelita nagle spadnie nam na garaż? Kto będzie odpowiedzialny za taką i podobne sytuacje? Założenia do projektu ustawy prawa kosmicznego przewidują, że nowa regulacja poza ścieżką administracyjną dopuszczenia obiektu do lotu określać też będzie kwestie odpowiedzialności majątkowej Skarbu Państwa za szkody spowodowane ziemską i pozaziemską działalnością podmiotów sektora kosmicznego.

Zgodnie z zobowiązaniami międzynarodowymi, Skarb Państwa odpowiadać będzie finansowo za szkody wyrządzone przez polskie obiekty kosmiczne, niezależnie od tego, czy miały one charakter rządowy lub pozarządowy. Odpowiedzialność podlegać będzie przepisom prawa cywilnego, a wystrzelenie obiektu prywatnego będzie wymagało ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej.  Obowiązek ten będzie wyłączony w przypadku obiektów, które realizują działalność służącą interesowi publicznemu, nauce, badaniom i edukacji. Za takie obiekty wyłączną odpowiedzialność ponosić będzie Skarb Państwa. Założenia dotyczące odpowiedzialności sformułowane są dosyć ogólnikowo, na konkretniejsze zapisy trzeba więc jeszcze poczekać.

Jeśli polski obiekt kosmiczny wyrządzi szkodę, każdorazowo powoływana będzie specjalna komisja ds. zbadania przyczyn i skutków szkody. Projekt założeń nie przesądza jednak o prawnym charakterze rozstrzygnięć podejmowanych przez taką komisję.

Projekt założeń wymaga jeszcze wielu poprawek i uzupełnień, na co wskazują opinie ekspertów Rady Legislacyjnej. Niemniej wyraźnie widać, że polski ustawodawca jest zainteresowany uregulowaniem kwestii związanych z prowadzeniem działalności kosmicznej. Nie bez przyczyny. Stopniowy wzrost liczby prywatnych podmiotów tego sektora rodzi zagrożenie interesów majątkowych państwa. Surowy reżim międzynawowych regulacji związanych ze szkodami wyrządzonymi przez obiekty kosmiczne na pewno zachęca do wprowadzenia obowiązku ubezpieczeniowego podmiotów zainteresowanych tego typu działalnością. A skala, koszty i ryzyko projektów kosmicznych sprawiają, że sumy odszkodowań też mogą być astronomiczne…

Kuchnia polityczna


|

O bliskich związkach władzy i kuchni wiadomo od dawna. Historia dostarcza licznych przykładów potwierdzających tezę, że zaspokajanie głodu i realizacja ambicji politycznych mają ze sobą wiele wspólnego.  I wcale nie chodzi mi tu o opublikowane w zeszłym roku rozmowy decydentów nad ośmiornicą, kawiorem z anchois i carpaccio z mlecznej jagnięciny.

Nikt chyba nie wpadł jednak do tej pory na pomysł, by wykorzystywać instrumenty polityczne, w tym zwłaszcza „twardą” regulację normatywną na poziomie ponadnarodowym, do ochrony przed zagrożeniami, jakimi są wysoka temperatura w kuchni i ryzyko poparzenia.

Czytaj dalej