Obiecać można wszystko


|

16 listopada odbyły się kolejne wybory samorządowe. Z przestrzeni publicznej powoli znikają plakaty z uśmiechniętymi twarzami przyszłych wójtów, burmistrzów, prezydentów
i radnych. Kandydatów były tysiące, a każdy z nich składał dziesiątki obietnic. Ile teraz są warte te wszystkie przedwyborcze deklaracje?

Politycy przed wyborami gotowi są obiecać nam wszystko – remont drogi, nowe miejsca pracy, wybudowanie przedszkola, więcej pieniędzy w portfelach. Strategia jest prosta – im więcej obiecamy, tym lepsze wrażenie wywrzemy na potencjalnym wyborcy. Kandydatom opłaca się składać liczne obietnice, bo elektorat za kilka lat i tak nie będzie ich pamiętał,
a jeśli nawet jakimś sposobem sobie przypomni, to można zacząć obiecać od nowa. Niewiele warta jest podstawowa zasada, że z danych obietnic trzeba się wywiązywać. Ale czy to aby nie jest oszustwo? Czy polityka można złapać za słowo i iść z niespełnioną obietnicą do sądu?

W kodeksie cywilnym możemy znaleźć przepisy dotyczące przyrzeczenia publicznego. Zgodnie z art. 919 par. 1 „Kto przez ogłoszenie publiczne przyrzekł nagrodę za wykonanie oznaczonej czynności, obowiązany jest przyrzeczenia dotrzymać”. Przed wyborami nie raz możemy usłyszeć obietnice typu „jeśli oddasz na mnie swój głos, to wybuduję nową szkołę”. Przesłanki przyrzeczenia wydają się spełnione – jest publiczne ogłoszenie skierowane do ogółu, czynność do wykonania nie budzi wątpliwości, nagroda także jest przewidziana. Jeśli zagłosowaliśmy, a nasz kandydat wygrał, czemu nie mielibyśmy mieć możliwości dochodzenia przed sądem obiecanej szkoły?

W odpowiedz na to pytanie musimy się cofnąć do początków III RP. W trakcie kampanii wyborczej przed wyborami prezydenckimi w 1990 Lech Wałęsa obiecał każdemu Polakowi wypłatę 100 mln złotych (czyli około 10 tys. nowych złotych) pochodzących z zysków
z prywatyzacji. Bardzo kusząca propozycja! Wałęsa wygrał wybory, ale z obiecanych milionów do portfeli wyborców, jak łatwo się domyślić, nie trafiła ani złotówka. Niejaki Józef Gawęda poczuł się na tyle oszukany, że wystąpił z pozwem przeciwko byłemu Prezydentowi RP.

Sąd Rejonowy, po niestawieniu się Wałęsy na wezwanie, zasądził zaocznie powództwo na rzecz Gawędy! Ten wyrok oznaczał, że w zasadzie każdy Polak mógł dochodzić obiecanych milionów. Przed powodzią pieniędzy uchronił obywateli Sąd Wojewódzki, który rozpatrując zażalenie byłej głowy państwa, zwrócił się do Sądu Najwyższego z pytaniem:

„Czy hasła wyborcze, będące częścią składową kampanii wyborczej, mogą być źródłem zobowiązań cywilnoprawnych, a w związku z tym, czy dopuszczalne jest dochodzenie na drodze sądowej roszczeń, których źródło tkwi w hasłach wyborczych?”

W uchwale z 20 września 1996 r. (sygn. III CZP 72/96) Sąd Najwyższy stwierdził, że „obietnice wyborcze nie powodują skutków cywilnoprawnych. Nie są one bowiem zdarzeniami prawnymi w rozumieniu źródeł zobowiązania cywilnego”. Politycy odetchnęli spokojnie, bowiem zdaniem sądu „kandydat do wyboru na urząd, przyjmując dany program wyborczy
i uszczegółowiając go w akcji agitacyjnej mniej lub bardziej konkretnymi obietnicami, nie wyraża woli nawiązania z wyborcą stosunku cywilnoprawnego, rodzącego określone zobowiązanie do spełnienia obiecanego świadczenia w razie wygrania wyborów
”, a zatem „niezrealizowanie programu wyborczego, przyjętego w okresie kampanii, nie pociąga za sobą odpowiedzialności cywilnej”. Na nic zda się też instytucja przyrzeczenie publicznego, gdyż zgodnie z uchwałą obietnice wyborcze „w szczególności nie mogą aktualizować przepisów o przyrzeczeniu publicznym, zawartych w art. 919 i następnych kodeksu cywilnego”.

Wyrażona w sentencji teza o niedopuszczalności dochodzenia na drodze sądowej spełnienia obietnic wyborczych uzasadniona została obawą, że w odmiennym stanie rzeczy sądy zapełniłyby się podobnymi sprawami, co w praktyce sparaliżowałoby nie tylko pracę wymiaru sprawiedliwości, ale byłoby zagrożeniem dla demokracji – kandydaci na stanowiska publiczne zamiast prowadzić kampanię, zasiadaliby na ławach sądowych.

Wybierając naszych przedstawicieli do władz lokalnych powinniśmy zawsze pamiętać, że przedwyborcza obietnica to często jedynie chwyt marketingowy. Czym kierować się przy wyborze kandydata, gdy składane obietnice wydają się puste, program niemożliwy do zrealizowania, a głoszone wartości płynne i elastyczne? Każdy wyborca musi odpowiedzieć sobie sam na to pytanie. Nie ma żadnego prawnego mechanizmu pociągającego polityka do odpowiedzialności za złamanie danego słowa. Z jednym wyjątkiem – pamiętajmy, że niebawem kolejne wybory…