Bogaty jak Polak


|

Zgodnie z wnioskami najnowszego raportu na temat realizacji zasady sprawiedliwości społecznej w krajach europejskich, nie mamy się czego wstydzić. Mniejsze zagrożenie biedą, zarobki rosną, dokonuje się postęp w zakresie edukacji młodego pokolenia Polaków – wymienia raport Fundacji Bertelsmanna.

Słowem, na naszych oczach realizowana jest dumna maksyma epoki gierkowskiej: „Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej”.

Przyznam, że śmieszą mnie podobne raporty, rankingi i statystyki. Przedstawia się garść suchych – co więcej rzekomo dowiedzionych empirycznie, a zatem (jak wierzy spora część tzw. opinii publicznej) niekwestionowanych – faktów (najczęściej wyrażonych liczbowo, procentowo i w postaci tabelarycznej), które przez sam fakt bycia „naukowymi”, zdobywają status pozadyskusyjnych i absolutnych prawd. Przy pomocy podobnej metody można dowieść prawdziwości praktycznie dowolnej, z góry założonej, tezy. Opracowania takie grzeszą jednostronnością, pomijają złożoność zjawisk oraz całe spektrum pobocznych, acz ważnych problemów. Tym bardziej, gdy autoryzuje je zagraniczny NGOs, organizacja międzynarodowa, czy grupa innych „amerykańskich naukowców”.

Mierzy się w ten sposób kwestie tak trudne do zmierzenia (oraz w ogóle niezmierzalne), jak poziom korupcji urzędników i sędziów, poziom stresu obywateli oraz finezję życia seksualnego danego narodu, a uzyskane wyniki prowadzą do przełomowych odkryć w historii ludzkości (czy wiedzieliście Państwo, że – jak udowodnili specjaliści z amerykańskich ośrodków badawczych – mężczyzną idąc z kobietą spowalnia tempo chodu o 7%? Czy słyszeliście o tym, że istnieje związek miedzy spożywaniem lodów w gorące dni i odczuwaniem przyjemności? A spożywając alkohol dnia poprzedniego narażacie się o niekomfortowe odczucie tzw. kaca w dniu następnym?).

Nie dziwi zatem, że statystyka była w przeszłości obiektem wielu drwin, chwytliwych bon-motów i złośliwych cytatów. Erich Maria Remarque, komentując przerażające doświadczenia Wielkiej Wojny, zauważył trafnie (co podobno sparafrazował Józef Stalin, z którym cytat ten był później i jest do dzisiaj kojarzony), że „Śmierć jednego człowieka to tragedia. Śmierć milionów ludzi to statystyka”. Winston Churchill z kolei skonstatował – w typowym dla niego stylu – że „wierzy tylko w te statystyki, które sam sfałszował”.

Krajowe media poświęciły w ostatnich dniach trochę miejsca wnioskom płynącym z tzw. Raportu Fundacji Bertelsmanna („Social Justice in the UE – A Cross-national Comparison”),

treść raportu dostępna tutaj:

http://www.bertelsmann-stiftung.de/cps/rde/xbcr/SID-3D2360DC-BAA13673/bst/xcms_bst_dms_40361_40362_2.PDF

, zgodnie z którym m.in.: w Rzeczypospolitej spada zagrożenia biedą (na skutek rzekomej „polityki aktywnego jej zwalczania”), podnosi się poziom życia, dostęp do edukacji itp. Dostało się nam też trochę („Polska równiejsza, ale nasze podatki uderzają w ubogich” – skomentowała treść raportu Gazeta Wyborcza), ale generalna ocena wypada bardzo dobrze, są powody do dumy i w ogóle – zgodnie z hasłem partii rządzącej – żyje się lepiej wszystkim.

Z jednej strony, to oczywiście pozytywne wiadomości. Lepiej, choćby tylko z PR-owskiego punktu widzenia, wzrastać w rankingach niż spadać. Z drugiej jednak strony, raporty takie – w sposób zupełnie nieuzasadniony – działają usypiająco. Sugerujący się nimi dziennikarze i, co gorsza, cytujący je z upodobaniem politycy – traktują jako wymówkę przed wyzwaniem reform. Więcej nawet, optymistyczne doniesienia o poprawiającym się poziomie życia i wzroście gospodarczym stanowią argument uzasadniający dotychczasowe działania rządzących, niekoniecznie mądre. Utwierdzają, że dotychczas obrany kierunek polityki – choćby najbardziej nietrafny – jest słuszny.

Przyznam szczerze: niewiele interesuje mnie poziom sprawiedliwości społecznej w Irlandii, Hiszpanii oraz to, czy nasi południowi sąsiedzi Czesi zajęli w rankingu pozycję wyższą niż my. Niewiele robię sobie również z gazetowych nagłówków o „sukcesie” Polski w notowaniach zagranicznych ekspertów, sporządzonych w oparciu o dziwaczną metodologię (zachęcam do bliższego przyjrzenia się tej, którą przyjęto w pracach nad wymienionym raportem… czy Państwo również macie skojarzenia z głosowaniem Eurowizji?). Nie wiem też jakie konkretnie rozwiązania podejmuje Państwo polskie w celu lepszej realizacji konstytucyjnej zasady sprawiedliwości społecznej. Wiem natomiast, że problemem permanentnym, który nie znajdzie niestety odzwierciedlenia w zachodnioeuropejskich analizach i nie nagłośnią go media, jest poziom krajowych regulacji w zakresie zobowiązań fiskalnych, a zatem przepisów, które w sposób najbardziej bezpośredni uderzają w nasze portfele i poczucie ekonomicznego bezpieczeństwa.

Informacji w tym względzie dostarcza bardzo ciekawa analiza Najwyższej Izby Kontroli (która, choć znacznie bardziej rzeczowa i lepiej uzasadniona, nie spotkała się już z tak szerokim zainteresowaniem krajowych mediów) z dnia 3 czerwca 2014 r. pt. „Przestrzeganie praw podatników przez wybrane urzędy skarbowe i izby skarbowe” (http://www.nik.gov.pl/plik/id,6783,vp,8611.pdf). Choć odnotowuje się w niej niewielką poprawę w stosunku do prowadzonych przez Izbę podobnych badań w latach ubiegłych (m.in. zmniejszył się nieznacznie odsetek błędnych decyzji organów administracji skarbowej, fiskus działa nieco sprawniej itp.), pesymistyczne wnioski stanowią sporą część jej treści.

W raporcie NIK podkreśla się: „istotną przyczyną częstych i długotrwałych sporów pomiędzy organami podatkowymi a podatnikami były nieprecyzyjne i nieprzejrzyste przepisy prawa podatkowego; zwiększały one ryzyko popełnienia błędów przez podatników, sprawiały także trudności organom podatkowym i skarbowym oraz sądom administracyjnym; w wielu przypadkach sądy administracyjne stwierdzały niezgodność przepisów krajowych z przepisami wspólnotowymi UE, a także niezgodność z Konstytucją RP… podatnicy długo oczekiwali na zmianę błędnych interpretacji, rosła liczba skarg do sądów administracyjnych na wydane interpretacje prawa podatkowego, odsetek wadliwych  interpretacji prawa podatkowego był ponad trzy razy wyższy niż odsetek uchylonych decyzji podatkowych… Zmienność i niejasność przepisów prawa podatkowego utrudnia prowadzenie działalności gospodarczej, gdyż podejmowanie decyzji gospodarczych winno być oparte na pewności co do wysokości należnych obciążeń podatkowych. Sytuacja taka generuje znaczne koszty dla  przedsiębiorców, którzy muszą korzystać z usług specjalistów do spraw podatkowych, a czasami otrzymują niespodziewany wymiar podatku po kontroli podatkowej. Powoduje także negatywne skutki dla budżetu. Tylko w Drugim Mazowieckim US w Warszawie kwoty zwrócone podatnikom po wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z dnia 17 stycznia 2013 r. w sprawie C-224/11 BGZ Leasing sp. z o.o. począwszy od 2007 r. wyniosły 109,8 mln zł. Kwoty te będą jeszcze wyższeW ocenie Najwyższej Izby Kontroli w okresie objętym kontrolą interpretacje nie zapewniły jednolitego stosowania prawa podatkowego. Nieprzejrzystość i zmienność prawa podatkowego były podstawowymi przyczynami dużej liczby wniosków podatników o wydanie interpretacji indywidualnych” (s. 10 i n.). Na tym niestety gorzkie tezy się nie kończą. Lista trudności polskich podatników, których przyczyną są wieloletnie zaniechania i liczne błędy decydentów, jest niestety długa.

Pamiętajmy o tym, zanim przyjmiemy na wiarę optymistyczne tezy zachodnioeuropejskich statystyków.

Krzysztof Koźmiński

Krzysztof Koźmiński

k.kozminski@lpig.pl

Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego oraz Akademii Artes Liberales (Międzyuczelnianych Indywidualnych Studiów Humanistycznych), gdzie studiował filozofię, socjologię i nauki polityczne. Doktor nauk prawnych, wykładowca i pracownik naukowy Wydziału Prawa UW. Starszy prawnik w uznanej warszawskiej kancelarii prawnej. Ekspert organizacji pozarządowych. Specjalizuje się w prawie konstytucyjnym oraz administracyjnym. Autor licznych publikacji naukowych. Prezes zarządu Laboratorium Prawa i Gospodarki