Potrzeba regulacji hamującej ekoterroryzm


|

Rząd pracuje nad regulacjami upraszczającymi procedury budowlane. Zapomniano jednak o tym, że jednym z największych hamulców dla inwestycji budowlanych w Polsce jest tzw. ekoterroryzm (nie mylić z prawdziwymi organizacjami ekologicznymi). Wyeliminowanie tego patologicznego zjawiska powinno być jednym z głównych elementów zmian prawnych w obszarze szeroko rozumianego prawa budowlanego.

Rząd pracuje obecnie nad nowelizacją ustawy – Prawo budowlane (http://legislacja.rcl.gov.pl/docs//2/206332/206341/206342/dokument103660.pdf), która ma uprościć proces budowlany w zakresie budowy domów jednorodzinnych. W tle trwają także pracę nad całościową zmianą prawa budowlanego i stworzeniem kodeksu urbanistyczno-budowlanego (http://www.mir.gov.pl/budownictwo/komisja_kodyfikacyjna_prawa_budowlanego/strony/start.aspx). Starania te mają zrealizować zobowiązania zawarte w expose premiera, który zapowiadał uproszczenie procedur budowlanych.

Oczywiście wszelkie działania zmierzające do likwidacji zbędnych procedur utrudniających Kowalskiemu budowę własnego domu należy pochwalić.

Przyczyną negatywnej oceny klimatu inwestycyjnego w zakresie budownictwa w Polsce nie są jednak problemy drobnych inwestorów, lecz przewlekłość udzielania pozwoleń na budowę inwestorom komercyjnym, zwłaszcza co do dużych inwestycji (biurowce, osiedla mieszkaniowe, apartamentowce, hale produkcyjne i handlowe, galerie handlowe, drogi, farmy wiatrowe itd.), w tym znacząco oddziaływujących na środowisko.

Podkreślić trzeba, że samo przygotowanie dokumentacji niezbędnej do uzyskania pozwolenia na budowę nie jest dla tych inwestorów problemem, jest to normalny element ich działalności. Podobnie jest z uzyskiwaniem decyzji środowiskowych.

Polską rzeczywistość inwestycyjną toczy jednak od dawna choroba, której głównym objawem jest długotrwałość procedur budowlanych, znacznie podwyższająca koszty i ryzyko realizowanej inwestycji.

Przyczyną są procedury odwoławcze, często wykorzystywane przez tzw. organizacje ekologiczne, dysponujące specjalnymi uprawnieniami w postępowaniach poprzedzających prace budowlane (przede wszystkim w tych, w których wydaje się decyzje środowiskowe), w tym możliwością wniesienia odwołania od każdej decyzji  środowiskowej (nie ważne czy wcześniej organizacje te brały udział w postępowaniu).

Oczywiście wiele organizacji ekologicznych działa w interesie publicznym i rzeczywiście podejmuje działania nakierowane na zapewnienie jak najwyższego standardu ochrony środowiska. Znacznie więcej jest jednak takich, które uprawiają tzw. ekoszantaż (ekoterroryzm). Składają one często blankietowe, pozbawione jakiejkolwiek sensownej argumentacji odwołania tylko po to, aby zablokować na jakiś czas inwestycję. Udaje im się to na kilka miesięcy, a często nawet na kilka lat. Nietrudno zrozumieć, że w takich warunkach nie sposób prowadzić działalności inwestycyjnej. Nietrudno też zrozumieć dlaczego inwestorzy w końcu przychodzą do ekologów z ofertą „darowizny” lub zlecenia na przygotowanie odpłatnego raportu środowiskowego, po to, aby organizacja wycofała swoje odwołanie.

Warto przyjrzeć się działalności organizacji ekologicznych w tym zakresie. „Ekolodzy” to już często nie tyle grupa zapaleńców przykuwających się do drzew i własnymi ciałami zasłaniających gniazda gryzoni. To często profesjonalnie zorganizowane, na wzór wielkich korporacji prawniczych, struktury finansowane przez donatorów (w tym zagranicznych), których intencje mogą być różne. Nawet mniejsze grupy wyspecjalizowały się w metodycznym lokalizowaniu nowych inwestycji i automatycznym ich zaskarżaniu.

Uprawnienia organizacji ekologicznych są potrzebne, społeczeństwo obywatelskie musi kontrolować postępowanie wielkiego biznesu, który często nie przejmuje się środowiskiem w którym żyjemy. Są jednak granice i taką granicą jest właśnie ekoterroryzm.

Nie zatrzyma się tego zjawiska bez odpowiedniej regulacji ustawowej, cywilizującej uprawnienia organizacji ekologicznych. Swego czasu (w poprzedniej kadencji parlamentu) rząd zaczął nieśmiało procedować nad takimi rozwiązaniami (http://www.mos.gov.pl/g2/big/2011_07/dc2efa299136db8a9209c3ac965c702a.pdf, m.in. pkt II.1.17 wskazanego dokumentu), działania te nie były jednak kontynuowane.

Do poszukiwania właściwego balansu legislacyjnego pomiędzy uprawnieniami organizacji ekologicznych i inwestorów trzeba jednak wrócić, być może jednak znajdując lepsze rozwiązania niż wcześniej proponowane w powołanym projekcie.

Zachęcamy do szerszej dyskusji na ten temat.

Michał Jabłoński

Michał Jabłoński

m.jablonski@lpig.pl

Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego i członek Izby Adwokackiej w Warszawie. W ramach pracy zawodowej od wielu lat stale współpracuje z jedną z największych polskich kancelarii prawniczych, obsługując podmioty gospodarcze w postępowaniach administracyjnych i sądowoadministracyjnych. Jest doktorantem w Katedrze Prawa Administracyjnego i Postępowania Administracyjnego WPiA UW i autorem licznych publikacji naukowych. Jest wiceprezesem zarządu Laboratorium Prawa i Gospodarki. Analizuje wpływ stanowienia i stosowania prawa administracyjnego oraz przepisów procedur (administracyjnej, sądowoadministracyjnej, cywilnej) na warunki prowadzenia działalności gospodarczej oraz funkcjonowanie poszczególnych rynków branżowych.