Statolatria made in USA


|

Krążyła kiedyś anegdota o debacie uniwersyteckiej, w której udział wzięli przedstawiciele nauki amerykańskiej (burżuazyjnej) i sowieckiej. W jej trakcie uczony z Kraju Rad dowodził wyższości systemu centralnego planowania nad skompromitowanym modelem wolnego rynku. Na wywody o systemie wszechwładzy trustów i karteli, który redukuje ludzi do trybików w kapitalistycznej maszynie, wyzwala najgorsze wilcze instynkty i przyczynia się do transformacji od „być do mieć”, Amerykanin zaproponował porównanie statystyczne i przytomnie zadał pytanie o ilość par butów szytych w Związku Radzieckim. Konkretna odpowiedź nie padła. Bezczelne pytanie rozsierdziło radzieckiego uczonego, który – wyczuwając imperialistyczny podstęp – oburzył się, po czym zmiażdżył adwersarza ostrą ripostą: „A u was biją Murzynów!”.

Okres przed- i poświąteczny sprzyja spokojnej lekturze książek z półki „nabyte-odłożone do przeczytania kiedyś w przyszłości”. Choć zasób ten permanentnie przyrasta i niewielka jest szansa na jego odchudzenie, wolny czas pozwolił mi na zapoznanie się z treścią jednej z zalegających tam pozycji. Tym razem na wierzchu listy znalazła się gruba, licząca ponad 600 stron, książka „Lewicowy faszyzm” felietonisty Jonaha Goldberga (współpracującego m.in. z „USA Today”, „Times”, „The New Yorker” i „Wall Street Journal”).

Efektowny, prowokacyjny tytuł i atrakcyjna kolorowa okładka – przedstawiono na niej osła (symbol Partii Demokratycznej) na tle swastyki oraz symbolu sierpa i młota. Polski wydawca umieścił również informację, że publikacja rekomendowana jest przez Forum Obywatelskiego Rozwoju, a wstęp do polskiego wydania napisał osobiście Leszek Balcerowicz.

Słowa-klucze, którymi przypuszczalnie posłużyłby się wybitnie leniwy recenzent książki to zapewne: etatyzacja (Goldberg posługuje się pojęciem „etatolatrii”), biurokratyzacja i jurydyzacja. Socjalizm i progresywizm – oto istota współczesnych Stanów. Zdaniem autora książki, serca Amerykanów nie biją już dla idei wolności osobistej i leseferyzmu. Niechęć do ingerencji ze strony administracji federalnej oraz wiara w niewidzialną rękę rynku – zastąpione zostały przez uległość wobec biurokracji oraz przekonanie, że każdy potencjalny problem społeczny może zostać rozwiązany w drodze interwencji legislacyjnej. Postawę aktywności, przedsiębiorczości i samoorganizacji obywatelskiej zastąpiły bierność i roszczenia względem władzy publicznej – Amerykanie nie są już narodem, o którym Alexis de Tocqueville pisał w XIX w.: „Amerykanin posiada często przesadną, lecz  zbawienną zazwyczaj opinię o sobie samym. Bezgranicznie ufa własnym siłom, które wydają mu się wystarczające, by podołać wszystkiemu. Przychodzi mu do głowy projekt jakiegoś przedsięwzięcia i jeśli nawet ma ono bezpośredni związek z ogólnym dobrobytem, ani myśli zwracać się o pomoc do władz publicznych. Ogłasza po prostu swój zamiar, podejmuje się go wykonać, wzywa innych ludzi do pomocy i stawia czoło wszystkim przeciwnościom. Dochodzi częstokroć do gorszego rezultatu niż ten, jaki na jego miejscu uzyskałoby państwo, lecz na dłuższą metę suma wszystkich indywidualnych przedsięwzięć daleko przekracza to, co mógłby uczynić rząd” (A. Tocqueville, O demokracji w Ameryce, PIW, Warszawa 1976, s. 83).

Pomijając nieco powierzchowne analizy europejskich systemów totalitarnych dwudziestolecia międzywojennego i nie do końca przekonujące próby porównania faszyzmu, bolszewizmu i nazizmu z reformami Woodrowa Wilsona i New Dealem Roosevelta, książka przedstawia krytyczne rozważania na temat historii USA ostatnich stu lat. Zaprezentowane tezy nie są oczywiście nowe. Podobne wnioski wyciągali Friedrich August von Hayek, Milton Friedman, czy Murray Rothbart, a pod wybranymi fragmentami podpisaliby się zapewne i Robert Putnam, i Michael Sandel, i Irving Kristol.

Co warte odnotowania – autor otwarcie przyznaje: prawdą jest, że to wielkie korporacje monopolizują rynek. Co przyczynia się do ich potęgi i powoduje nienaruszalność tego imperium? Ingerencja państwa. Goldberg nie próbuje nawet kryć swoich wolnorynkowych poglądów: „Federalną inspekcję mięsa wprowadzono na prośbę producentów konserw… Ta inspekcja jest utrzymywana i opłacana przez naród amerykański dla dobra producentów… ogromne firmy produkujące konserwy sprzyjały regulacji, szczególnie gdy przysparzała problemów przede wszystkim ich niezliczonym drobnym konkurentom… Koncerny produkujące konserwy doskonale sobie zdawały sprawę, że inspekcja federalna stanie się narzędziem marketingowym pozwalającym promować ich produkty, a ostatecznie wymaganą normą. Małe firmy i rzeźnicy, którzy zaskarbili sobie zaufanie konsumentów, będą musieli ponieść wysokie koszty, aby spełnić narzucone wymogi, natomiast wielkie przedsiębiorstwa nie tylko będą mogły łatwiej wchłonąć te koszty, ale także zyskają możliwość nagłaśniania, że ich produkty są lepsze od artykułów mięsnych bez certyfikatów” (s. 412).

W innym miejscu zauważa: „Weźmy na przykład… ustawę o niepełnosprawnych, powszechnie uważaną za zwycięstwo „miłego” rządu. Ustawa ta przewiduje, że przedsiębiorstwa mają podejmować pewne działania, poważniejsze i drobniejsze, aby umożliwić pracę osobom niepełnosprawnym oraz obsługę takich klientów. Trzeba było przebudować biura, aby mogły się w nich swobodnie poruszać osoby na wózkach. Różne znaki musiały być zapisane również alfabetem Braille’a. Nakazano dostępność urządzeń pomagających niedosłyszącym… A teraz, drogi czytelniku, wyobraź sobie, że jesteś prezesem Coca-Coli. Zasadniczy sprzeciw przeciwko tej ustawie budzi to, że spełnienie tych wszystkich wymogów pochłonie mnóstwo pieniędzy, prawda? Tak naprawdę nie. Jeśli wiesz, że prezes Pepsi Co musi zrobić to samo, w gruncie rzeczy nie masz problemu. Wystarczy o grosik – a nawet o ułamek grosza – podnieść cenę puszki coli… A teraz sobie wyobraź, że jesteś właścicielem małej regionalnej firmy produkującej napoje. Pracowałeś niezmordowanie, aby zrealizować marzenie o tym, że pewnego dnia zrównasz się z Coca-Colą, czy Pepsi Co… Plany rozbudowy lub innowacji trzeba będzie odłożyć, gdyż nie ma możliwości przerzucenia poniesionych kosztów na klientów… przez sam charakter takich szlachetnych przepisów umacnia się pozycję wielkich firm i splata te przedsiębiorstwa z elitami politycznymi, a jednocześnie ustawia zapory uniemożliwiające wejście mniejszych firm do tego kręgu” (s. 433-434).

Książka Goldberga dostarcza wielu historycznych przykładów na rzecz tezy, iż regulacja przyczynia się nie tylko do ograniczenia swobodnej konkurencji (wzmacniając przede wszystkim dotychczasowych monopolistów i eliminując z regulowanego rynku drobnych przedsiębiorców), ale i nielegalnego lobbingu lub wprost korupcji.

Jakie wnioski z książki Goldberga płyną dla polskiego czytelnika? Po pierwsze – w USA Murzynów już raczej nie biją. Po drugie, jej lektura prowadzi do wniosku, że wspomniane wyżej problemy nie trapią jedynie społeczeństw europejskich – problem etatyzacji i nadregulacji prawnej dotyka również amerykańskiej rzeczywistości. Jeżeli wierzyć autorowi, amerykański sen, wiara w możliwości jednostki i jej naturalną wolność (a co za tym idzie: przedsiębiorczość, pracowitość, pomysłowość, upór w dążeniu do celu) – nie są już w modzie. Omnipotentna władza publiczna (choć przewidywalna, działająca na podstawie obowiązującego prawa, nawet – można by powiedzieć – kulturalna) bardzo chętnie i aktywnie czuwa nad komfortem życia, steruje rynkiem, angażuje się w procesy ekonomiczne. Centralizacja i zacierająca się granica pomiędzy rządowym procesem decyzyjnym i sferą ekonomiczną powoduje, że jednoznaczne przypisanie USA do jednej ze stron konfliktu w dawnym sporze o model gospodarczy (ład spontaniczny vs. centralne zarządzanie) jest – w kontekście książki Goldberga – wyjątkowo problematyczne.

Podsumowując, mimo przegadania i nutki oszołomstwa (typowej dla radykalnych przedstawicieli amerykańskiej prawicy) do książki warto zajrzeć.

 

J. Goldberg, Lewicowy faszyzm, Zysk i S-ka, 2013.

Krzysztof Koźmiński

Krzysztof Koźmiński

k.kozminski@lpig.pl

Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego oraz Akademii Artes Liberales (Międzyuczelnianych Indywidualnych Studiów Humanistycznych), gdzie studiował filozofię, socjologię i nauki polityczne. Doktor nauk prawnych, wykładowca i pracownik naukowy Wydziału Prawa UW. Starszy prawnik w uznanej warszawskiej kancelarii prawnej. Ekspert organizacji pozarządowych. Specjalizuje się w prawie konstytucyjnym oraz administracyjnym. Autor licznych publikacji naukowych. Prezes zarządu Laboratorium Prawa i Gospodarki