Papieros – wróg publiczny numer jeden… czyli kto zapłaci za nasze zdrowie?


|

 

Krucjata przeciw niezdrowym nawykom trwa. Okazuje się, że nie ma granic, których nie przekroczyłaby nadopiekuńcza władza powodowana troską o życie i zdrowie podporządkowanych jej obywateli (no bo przecież nie lobbystów działających na rzecz międzynarodowych grup interesu…).

Palaczem nie jestem i nigdy nie byłem. Fajka, papieros, cygaro – spróbowałem i przyznaję szczerze: nie kręci mnie to. Nie lubię cierpkiego smaku w ustach, nieświeżego zapachu dymu papierosowego na koszuli i podwojonych skutków kaca w dniu „po spożyciu”. Nie przekonali mnie koledzy w liceum, nie padłem też ofiarą kolorowych reklam koncernów tytoniowych prezentowanych podczas wyścigów samochodowych, obrazów niepokornego zaciągającego się kowboja albo seksownych dziewczyn zachęcających do wspólnego puszczenia dymku. Po popularne w ostatnim czasie e-papierosy w ogóle nie sięgnąłem.

 

A jednak poczułem ostatnio solidarność z amatorami wyrobów tytoniowych. Nawet z producentami. Obawa przed nadregulacją i niechęć do paternalistycznej władzy prowadzi do egzotycznych sojuszy. Okazuje się bowiem, że nie ma granic, których nie przekroczyłaby nadopiekuńcza władza powodowana troską o życie i zdrowie podporządkowanych jej obywateli (no bo przecież nie lobbystów działających na rzecz międzynarodowych grup interesu…).

 

Krucjata przeciw niezdrowym nawykom trwa. Definitywnie padły papierosy smakowe. Zgodnie z nowelizacją tzw. „dyrektywy tytoniowej” (2001/37/WE) ich sprzedać prowadzona być może jedynie do 2016 r., a od 2020 r. zakaz rozszerzony zostanie na popularne mentole. Pomijając atmosferę skandalu, podejrzenia nielegalnego lobbingu i oskarżenia korupcyjne formułowane w trakcie prac nad regulacją (a w efekcie rezygnację ze stanowiska komisarza Johna Dalliego), prawne bariery dla sprzedaży papierosów smakowych to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Na tym nie koniec szaleństw biurokracji unijnej – uderzono również w reklamę produktu. W sposób wiążący ujednolicono opakowania wyrobów tytoniowych. Według zmienionych przepisów, ostrzeżenie o szkodliwości palenia tytoniu dla zdrowia powinno zajmować 65 proc. obu stron opakowania papierosów; zakazane mają być atrakcyjne opakowania, np. przypominające szminkę czy perfumy.

 

Treść dyrektywy, co nierzadkie w przypadku aktów prawa unijnego, nie jest pozbawiona wątków humorystycznych. Kształt pudełek, krzywizna i zaokrąglenia krawędzi opakowań – oto zmartwienia unijnego prawodawcy, a „spójność”, „widoczność”, „śledzenie” i „ujednolicenie” – słowa klucze omawianego aktu normatywnego (przykład unijnego bełkotu: „W celu zapewnienia spójności i widoczności ostrzeżeń zdrowotnych oraz zmaksymalizowania ich skuteczności należy uregulować ich wymiar zdrowotny, a także niektóre aspekty wyglądu opakowania jednostkowego wyrobu tytoniowego, w tym kształtu oraz mechanizmu otwierania. Gdy państwa członkowskie zalecają kształt prostopadłościanu dla opakowania jednostkowego, należy uznać za dopuszczalną możliwość zaokrąglonych lub ukośnie ściętych krawędzi, pod warunkiem że ostrzeżenia zdrowotne zajmuje taką samą powierzchnię jak na opakowaniu jednostkowym, bez takich krawędzi. Państwa członkowskie stosują różne przepisy dotyczące liczby papierosów w opakowaniu. Należy ujednolicić te przepisy, aby zapewnić swobodny obrót tymi wyrobami”).

 

W dyrektywie mowa nawet o „interoperacyjnym systemie śledzenia ruchu” (sic!): „Należy ustanowić interoperacyjny system śledzenia ruchu i pochodzenia oraz zabezpieczenia na poziomie Unii. We wstępnym okresie tylko papierosy i tytoń do samodzielnego skręcania papierosów będą objęte systemem śledzenia ruchu i pochodzenia oraz będą opatrzone zabezpieczeniami. Dzięki temu producenci innych wyrobów tytoniowych będą mogli skorzystać ze zdobytych przedwprowadzeniem systemu śledzenia ruchu i pochodzenia w stosunku do wyrobów”.

 

Nie czepiajmy się jednak słów i wydartych z kontekstu cytatów, bo sprawa jest poważna. Istotniejsze od kształtu pudełek, sposobu reklamy i metod stosowanych przez system śledzenia ruchu wyrobów tytoniowych jest pytanie o granicę interwencji prawodawcy oraz ekonomicznych konsekwencji działań unijnego prawodawcy. Uzasadniając wspomnianą wyżej regulację podkreśla się odkrywczo: „Wszystkie wyroby tytoniowe potencjalnie przyczyniają się do śmierci, choroby i niepełnosprawności. W związku z tym należy uregulować ich produkcję,dystrybucję i spożycie”. Mówiąc krótko: zdrowie, dobre samopoczucie, świeży oddech i te sprawy… Zdrowie zdrowiem, ale w kogo uderzy unijna regulacja?

 

Przede wszystkim w polskich przedsiębiorców – jedną z potęg w produkcji papierosów mentolowych są właśnie rodzimi plantatorzy. Cytując za stroną Krajowej Izby Gospodarczej: „w naszym kraju znajduje się 6 fabryk tytoniowych, które zatrudniają łącznie 6 tys. osób. Przy uprawach tytoniu w 14,5 tys. gospodarstw rolnych pracuje 60 tys. osób. Dodatkowo handel hurtowy i detaliczny papierosami zapewnia 500 tys. miejsc pracy w 120 tys. punktach sprzedaży. Wyroby tytoniowe to nasz hit eksportowy – ok. 70% polskiej produkcji trafia na rynki zagraniczne. W ub. r. wartość eksportu wyniosła ponad 1 mld euro – branża tytoniowa odpowiada za 36% ogólnego salda obrotu produktami rolno-spożywczymi. W ciągu 9 lat – od momentu przystąpienia Polski do Unii Europejskiej – eksport papierosów wzrósł o ponad 1200 %” (http://www.kig.pl/informacje-prasowe/3713-negocjacje-w-sprawie-dyrektywy-tytoniowej-na-finiszu.html). Joanna Chilicka, reprezentująca Polską Izbę Handlu, podsumowała pesymistycznie skutki nowelizacji: „zagrożonych jest nawet 500 tys. miejsc pracy” (http://www.polskieradio.pl/42/273/Artykul/1063364,Dyrektywa-tytoniowa-zbierze-zniwo-05-mln-miejsc-pracy-zagrozonych). Oczywiście polskich miejsc pracy.

 

Przynajmniej mamy być zdrowi…

 

Krzysztof Koźmiński

Krzysztof Koźmiński

k.kozminski@lpig.pl

Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego oraz Akademii Artes Liberales (Międzyuczelnianych Indywidualnych Studiów Humanistycznych), gdzie studiował filozofię, socjologię i nauki polityczne. Doktor nauk prawnych, wykładowca i pracownik naukowy Wydziału Prawa UW. Starszy prawnik w uznanej warszawskiej kancelarii prawnej. Ekspert organizacji pozarządowych. Specjalizuje się w prawie konstytucyjnym oraz administracyjnym. Autor licznych publikacji naukowych. Prezes zarządu Laboratorium Prawa i Gospodarki